Z tego, co mi wiadomo (a co zostało mi przekazane w ostatni piątek na przejściu dla pieszych) Roman R. nie przyjechał do Warszawy po to, aby grać w pub'ach. Przybył tu o wiele wcześniej i zdążył się zasiedzieć, ale jeszcze nie zapomniał o starych znajomych z Olsztyna i obozów w Kręsku. Oni też o nim nie zapomnieli. A ponieważ świat stoi na znajomych i przyjaciołach, Roman R. wystąpił na zaprzyjaźnionych Olsztyńskich Nocach Teatralnych z programem poetyckim (piosenki i wiersze m.in. Herberta). Z zeznań informatorów wiadomo, że był to jego pierwszy występ, może nie na scenie, bo takowej tam nie było, ale przed bardzo prawdziwą publicznością. Olsztyn okazał się miastem otwartym i Roman R. wziął udział w "Kortowiadzie" - przeglądzie piosenki studenckiej i turystycznej. Tam wywalczył skrzynkę piwa, która była nagrodą publiczności. Więc dobry kontakt został zachowany.
Na takiej podstawie Roman R. "wziął się" za Warszawę. Co prawda nie od razu centrum stolicy znalazło się na linii strzału. Atak przypuścił od strony Brwinowa i tamtejszych Spotkań Bardów organizowanych przez Staszka Klawe w Ośrodku Kultury.
Potem za podszeptem kolegów z zespołu "Misera Puella" rozpoczął z jednym z nich (Krzysiek Kawałko) natarcie na marymoncki pub Yellowstone, z której to potyczki wyszli zwycięsko. Tryumf był na tyle wielki, że dwa kolejne miejsca poddały się bez walki: Barka Alka Wojciechowskiego na Wiśle i Pub 7. Marsz na Warszawę trwał i już zupełnie samotrzeć Roman R. starł się z publicznością w staromiejskiej piwnicy "U Pana Michała". I chociaż czasy Yellowstone i Barki już minęły, osobnik opisywany niemal codziennie staje przed nowymi wyzwaniami i podejmuje rzucaną mu rękawicę.

Tak też się stało na Centralnym Spotkaniu Turnieju Poezji Śpiewanej (w ramach XLIII Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego, Włocławek'98), gdzie otrzymał wyróżnienie. W trakcie tych wieloletnich zmagań Roman R. zmienił swój repertuar i przyzwyczajenia publiczności. Być może przyczyną była zmiana miejsc z teatralnych i ośrodkowo-kulturowych na pub'owe. Faktem jest, że obecnie na koncertach częściej można usłyszeć szanty niż poezję śpiewaną, czy piosenki turystyczne. Nie można tu jednak mówić o zdradzie dawnych ideałów, lecz o zdobywaniu nowych wrażeń, ludzi i miejsc.

W wyniku tej ewolucji Roman R. był zmuszony do podjęcia kolejnej rękawicy, jaką był udział w VIII Festiwalu "Szanty w Giżycku" 2000. I z tej próby wyszedł zwycięsko zdobywając nagrodę główną, czyli Grand Prix.

W chwili obecnej nie spoczął na laurach, lecz nadal staje w turniejowo-festiwalowe szranki. O ile udało się rozpoznać charakter opisywanego, będą to zmagania nie tylko szantowe.



Marta Fritz

Informatorzy donoszą jakoby Roman R. zajął także II miejsce w V Spotkaniach z Piosenką Żeglarską "Szanty nad Drawą" Złocieniec'2000. "Ostatnie notowania"



Zamów płytę W przerwie